Pierwsze przymrozki i co dalej…?

Pierwsze przymrozki i co dalej…?

Badania zachodnich ośrodków doradczych wskazują, że już przy niespełna godzinnej ekspozycji kwiatów jabłoni/gruszy będących w fazie różowego pąka/balona oraz w fazie białego pąka w przypadku drzew ziarnkowych na temperaturę – 2°C następuje ich nieodwracalne uszkodzenie. Dzieje się tak na skutek przechłodzenia i zamarzania wody zawartej w soku komórkowym, a następnie rozerawanie ścian komórkowych i zniszczenie struktury poszczególnych komórek przez kryształy lodu.

Wielkanoc 17 kwietnia br. przywitała wielu sadowników w naszym kraju drastycznym spadkiem temperatur. W większości lokalizacji między godziną 5:00 a 6:00 stacje meteorologiczne na wysokości 2 me odnotowały temperatury średnio ok. -3ºC, a przy gruncie nawet -7ºC.

Sygnały płynące z całej Polski potwierdzają, że przymrozki zebrały bolesne żniwo w przypadku większości gatunków roślin sadowniczych. Niespodziewane wystąpienie ich zbiegło się z pełnią kwitnienia czereśni. To własnie w uprawie tego gatunku obserwuje się najwyższe straty na poziomie nawet 80­­-90%. Słupki kwiatowe i zalążnie kwiatów w pełni rozwiniętych już na drugi dzień przebarwiły się na czarno. Jedynie w wyższych partiach koron drzew pozostała jeszcze szansa na jakikolwiek plon. Nieoczekiwanie także i zamknięte kwiaty wiśni przemarzły, choć w mniejszym stopniu. Równie znaczące uszkodzenia sadownicy obserwują w uprawie jabłoni, zwłaszcza w przypadku odmian o wczesnym rozwoju takich jak 'Idared', 'Ligol' i całej grupy 'Jonagoldów'. W przypadku tego gatunku uszkodzenia dotyczą głównie pąków królewskich, rowijających się najwcześniej, z których zawiązują się najdorodniejsze owoce. Należy sobie uświadomić, że silnie uszkodzone kwiaty zostały utracone bezpowrotnie. Szczęśliwie oprócz pąków królewskich jabłoń zawiązuje owoce także z kwiatów bocznych. A więc jest o co walczyć, pytanie jak?

Jak walczyć o nieuszkodzone kwiaty boczne?

Silnie uszkodzone kwiaty nie zregenerują się, a więc jedyne, co można zrobić, to stymulacja pozostałych nieuszkodzonych kwiatów. Jednym ze sposobów poprawy jakości pozostałych kwiatów jest ich właściwe odżywienie w składniki pokarmowe. Najwłaściwsze jest tutaj nawożenie makroskładnikami takimi jak azot (N) wpływający na zainicjowanie i stymulację podziałów komórkowych oraz potas (K) oddziałujący na tym etapie na regenerację wiązek przwodzących i zapewnienie odpowiedniego przepływu wody i składników pokarmowych do wszystkich części rośliny. W praktyce są one dostarczane w postaci nawożenia dolistnego mocznikiem w ilości 3-5 kg lub saletry potasowej w ilości 2-4 kg na 1000 l wody na ha sadu. Wsród mikropierwiastków mających duże znaczenie w życiu roślin należy wymienić bor (B) i cynk (Zn). Bor ma kluczowe znaczenie w przypadku procesów zapylenia (polepszenie lotności i wydłużenie żywotności pyłku) i zapłodnienia (wydłużenie czasu receptywności znmion słuków, polepszenie penetracji łagiewki pyłkowej). Cynk natomiast wpływa na wzmocnienie mrozoodporności komórek roślinnych. Ma on niezwykłe znaczenie w przypadku przygotowania rośliny na stres niskiej temperatury. Polecany zwłaszcza na kolejne dni, w których, jak zapowiadają długoterminowe progozy, mają ponownie wystąpić krótkotrwałe ujemne temperatury. Dawki boru są zależne od zawartości tego mikroskładnika w poszczególnych preparatach, zwykle przyjęło się dostarczać go nie więcej jak 150 g/ha.

Biostymulatory -czy pomogą?

Oprócz nawożenia makro- i mikroskładnikami zaleca się również wykorzystanie preparatów o charakterze biostymulatorów wzrostu, poztywnie wpisujących się w politykę regeneracyjną roślin. Większość z dostępnych biostymulatorów na rynku to wyciągi z alg morskich zawierające w swym składzie proste związki fenolowe (orto-nitrofenol, para-nitrofenol, 5-nitroguajakol) i hormony roślinne (betainy i auksyny), korzystnie wpływające na metabolizm komórkowy (produkcja fitoaleksyn czy też lignin). Mieszaniny te mają wielokierunkowy zakres działania, jednak ich główną rolą jest pobudzenie naturalnych mechanizmów obronnych w częściowo upośledzonych komórkach roślinnych. Bardzo dobrym rozwiązaniem w przypadku stresu wynikającego z niskiej temperatury są aminokwasy roślinne, które wprowadzone do komórki roślin w postaci dolistnej aplikacji stanowią gotowe źródło składników pokarmowych i budulcowych wielu enzymów i koenzymów zangażowanych w procesy metaboliczne. Dzięki temu komórki roślinne nie tracą energii na ich produkcję. Dodatkowo aminokwasy wspomagają procesy przyswajania składników pokarmowych i eliminują częściowo ich fitotoksyczność. Dobór preparatów aminokwasowych jest bardzo szeroki; należy stosować się do zaleceń producena.

A może fitohormony roślinne?

Wśród zachodnich doradców funkcjonuje opinia, że w celu wsparcia regeneracji po mrozie można zastosować także fitohormony roślinne – gibereliny (GA4+7) dwukrotnie. Pierwszy zabieg tuż po mrozie (zwykle w ciągu 24-48 godzin), a drugi kilka dni później, ale jeszcze podczas kwitnienia. Giberyliny zastosowane przed okresem kwitnienia wpływają na wzmocnienie rozet liściowych, natomiast podczas niekorzystnych warunków kwitnienia pośrednio przekładają się na zwiększenie zawiązania. Działanie to wynika z faktu wydłużenie aktywności poszczególnych kwiatów, a więc w dłuższym okresie może dojść do zapylenia/zapłodnienia. Następnie zalecane jest wykonanie zabiegów regulatorami wzrostu np. proheksadionem wapnia, żeby ograniczyć silny wzrost wegetatywny. Wsród sugestii pojawiają się również takie, że preparaty zawierające gibereiny czy proheksadion wapnia mogą być z powodzeniem stosowane w temp. 6-8 ºC.

Podsumowując, podstawą strategii regeneracyjnej na najbliższe dni z niskimi temperaturami jest nawożenie i stymulacja przy użyciu aminokwasów lub fitohormonów roślinnych.

Kategorie: Uprawa i nawożenie

O autorze

Wojciech Kukuła

Wojciech Kukuła

Doradca Fruit Akademia

Komentarze

  1. Patrycja T.
    Patrycja T. 1 Maj, 2017, 10:50

    Niestety , klimat już jest tak pomieszany,że na dobrą sprawę wiosny już nie mamy. Jest zima a potem lato. Rośliny wariują. A skutki bywają opłakane. Ucierpią i sadownicy i konsumenci, ale i plantatorzy amatorzy mający kilka drzewek we włościach. Pamiętam żniwa ,, zimnej Zośki” dwa lata temu. Wtedy ucierpiały pestkowe. Jedna paskudna noc zmiotła wszystkie pąki czereśni i wiśni. Na plony nie było co liczyć.

    Reply this comment

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Pola wymagane są oznaczone *

Skontaktuj się z autorem

Please wait...