Dla prawdziwego sportowca każda forma rywalizacji to świetna okazja do sprawdzenia się. Tym bardziej jeśli mowa o kierowcy wyścigowym. Całkiem niedawno przed podobnym wyzwaniem stanął mistrz świata Formuły 1, Kimi Räikkönen, który miał okazję usiąść za sterami wyścigowej… kosiarki.
Formuła 1 nie bez kozery większości kibiców kojarzy się z najszybszymi samochodami i najlepszymi kierowcami. Jest to jedna z najpopularniejszych serii wyścigowych, która każdego roku angażuje rzesze miłośników ściskających kciuki za swoich faworytów. Zgoła inaczej sytuacja wygląda w przypadku wyścigów kosiarek. To dyscyplina w Europie, delikatnie mówiąc, niszowa. Choć trzeba zaznaczyć, że w krajach skandynawskich oraz na Wyspach Brytyjskich ciesząca się niemałym zainteresowaniem. Nie ma w tym nic dziwnego ‒ to bardzo widowiskowy sport i, co ważniejsze, nie pociąga za sobą bardzo dużych nakładów finansowych.
Kosiarki na start
Zasady obowiązujące w wyścigach kosiarek są proste: wygrywa ten, kto pierwszy przekroczy linię mety. Liczba uczestników jest zależna od rodzaju wyścigu, ale najczęściej wynosi od kilku do kilkunastu osób. Zawodnicy ścigają się na specjalnie przygotowanej, szutrowej trasie, często zmagając się z tumanami kurzu czy błotem, a nawet ustawionymi przeszkodami. To taki kosiarkowy cross, który oprócz tego, że jest ciekawą formą zabawy dla rywalizujących, za każdym razem budzi ogromne emocje i duże zainteresowanie zgromadzonej publiczności.
Zatem między wyścigami kosiarek a wyścigami Formuły 1 jest znacznie więcej różnic niż cech wspólnych. Z takim wyzwaniem musiał sobie poradzić Kimi Räikkönen, były mistrz świata Formuły 1, ścigający się obecnie w barwach włoskiej stajni Ferrari.
Wielkich ściganie
Okazja do rywalizacji nadarzyła się podczas zawodów Grand Prix Wielkiej Brytanii Formuły 1, które odbyły się w lipcu tego roku. Jednym z ciekawszych wydarzeń zorganizowanych z okazji wyścigu F1 były wyścigi kosiarek przygotowane przez stację Sky Sports dla jej komentatorów. Ale nie byle jakich komentatorów. Na linii startu stanęli Martin Brundle (były kierowca F1, zwycięzca wyścigu 24 h Le Mans 1990), Anthony Davidson (kierowca wyścigowy, członek kilku teamów F1, stanął na podium w 24 h Le Mans 2014) oraz Johnny Herbert (były kierowca F1, wygrał 24 h Le Mans 1991). Stawkę uzupełnił wspomniany Kimi Räikkönen, mimo że nikt się nie spodziewał udziału Fina w ‒ jakkolwiek by było ‒ dość niebezpiecznej konkurencji, mając na uwadze trwający sezon F1 oraz świadomość jakże pechowego wypadku Roberta Kubicy sprzed kilku lat. Jednak popularny „Iceman” w swoim stylu nie tracił czasu na zbędne dyskusje i zasiadł za sterami zielonej maszyny, wprawiając w zadziwienie zarówno organizatorów, jak i przedstawicieli Brytyjskiego Stowarzyszenia Wyścigów Kosiarek.
Wyczerpujący sport
Podczas kosiarkowych wyścigów, które przeprowadzono na terenie pola golfowego w Whittlebury, to nie wyniki poszczególnych kierujących były najważniejsze. Jak zgodnie podkreślali uczestnicy, najistotniejsze były dobra zabawa i promocja ciekawych dyscyplin sportowych. Anthony Davidson jasno dał do zrozumienia, że jest pełen uznania dla wszystkich zawodników ścigających się na kosiarkach. Przekonywał, że jest to ciekawy, ale bardzo wymagający sport.
Bartłomiej Kowalski